TEST: Fender American Original '60s Jazzmaster

Bardzo udana próba odtworzenia legendy Autor: Szymon Chudy • 21 kwietnia 2018
Fender American Original '60s Jazzmaster7.700 zł

Fender Jazzmaster to dość niecodzienny model gitary, którego legenda zdaje się ostatnimi czasy ożywać na nowo. Skonstruowany z myślą o spełnianiu najzmyślniejszych zachcianek muzyków jazzowych, niespodziewanie dość szybko zjednał sobie serca miłośników mocniejszych gatunków takich jak punk, indie, czy surf. Dziś odnajdziemy go w arsenale wielu gitarzystów, parających się szeroko rozumianą muzyką alternatywną.

Czy Jazzmaster to ideał współczesnego jazzmana? Czy nadaje się on do grania również innych gatunków? Jak wyszło Fenderowi odtworzenie jednego z ikonicznych modeli? Sprawdźmy.

 

[img:1]

[img:2]

 

Rozpakowujemy

Instrument sprzedawany jest w pakiecie z twardym futerałem G&G wykończonym w kolorze brązowym ze złotym osprzętem. Już na pierwszy rzut oka widać, że będziemy mieli do czynienia z instrumentem typu vintage. Wrażenie to potęguje się w chwili otworzenia futerału. Wyścielony złotym „futerkiem” stanowi wspaniałe tło dla instrumentu, po który sięgniemy już za parę chwil.

Oprócz gitary znajdziemy tutaj również pełen pakiet powitalny, ukryty w skrzętnym schowku. Dokumenty oraz niezbędne akcesoria zostały dodatkowo zapakowano w czarną saszetkę z eko skóry, dzięki czemu najpotrzebniejsze rzeczy będziemy mieli zawsze w jednym miejscu. Mała rzecz, a cieszy. Czas lepiej przyjrzeć się gitarze.

 

[img:5]

[img:6]

 

Przyglądamy się

Jazzmaster cechuje się charakterystycznym, patentowanym kształtem Fendera wykorzystywanym wyłącznie w trzech modelach gitar tego producenta. Jest on specyficzny i nietypowy, co dla jednych będzie zaletą, dla innych wadą. W moim przekonaniu każdy nietypowy instrument o tradycji niemniejszej jak strat, tele, czy les paul, zasługuje na uwagę. Osobiście uważam, że testowana gitara swoim wyglądem naprawdę przyciąga. Szczególnie jeśli pod uwagę weźmiemy także pozostałe aspekty wizualne.

Korpus tradycyjnie wykonano z olchy i pokryto go białym, kremowym lakierem typu nitro. Choć odcień koloru jest umyślnie lekko żółtawy, na myśl przywodzi wizję wysłużonego instrumentu, któremu przyszło wypłowieć od nadmiaru lat i doświadczeń. To kolejny zauważalny element retro wizerunku, jaki ewidentnie chcieli stworzyć konstruktorzy tej serii.

 

[img:3]

[img:4]

 

W korpusie zamontowano dwa single Pure Vintage ’65 Jazzmaster, których zamysłem było jak najwierniejsze oddanie brzmienia pierwowzoru. Podobnie postąpiono z osprzętem, który został odtworzony w najdrobniejszych szczegółach – począwszy od mostka tremolo (który możemy wedle uznania zablokować za pomocą specjalnego przycisku) i podstrunnika, aż po klucze i potencjometry. Nie sposób nie wspomnieć również o specyficznym rozlokowaniu przełączników i potencjometrów. Choć na pierwszy rzut oka mogą wprawiać w zakłopotanie (mnie wprawiły!), tak naprawdę każda para pokręteł umożliwia oddzielne sterowania każdą z przystawek. Typowe „gałki” determinują brzmienie singla przy mostku. Z kolei kółeczka zamontowane nad strunami - przystawki przy gryfie.

Trójpozycyjny przełącznik umożliwia ustawienie dowolnej konfiguracji singli - przy gryfie, przy mostku lub oba naraz. Mamy tu zatem do czynienia z rozwiązaniami doskonale znanymi miłośnikom Les Pauli, nietypowymi jednak dla stajni Fendera. Konstruktorzy równie starannie podeszli do kwestii gryfu, wykonanego klasycznie - z klonu. Jego profil (60s C-shaped) i radius dobrano wedle oryginalnej specyfikacji z lat sześćdziesiątych. Podobnie również potraktowano palisandrową podstrunnicę (radius 9.5”).

 

[img:7]

[img:8]

 

Gramy

Przyznam szczerze, że do tego testu podchodziłem dość sceptycznie. Z jednej strony zawsze marzyła mi się tego typu gitara i wielokrotnie korzystałem z niej w studio. Z drugiej, sposób sterowania elektroniką zawsze był dla mnie zbyt skomplikowany. Przynajmniej taki mi się wydawał.

Nie bez powodu wspominam o tym na początku, bowiem moje odczucia uległy kompletnej transformacji. Choć rozmieszczenie i wygląd potencjometrów początkowo przywodził mi na myśl naprawdę skomplikowane maszyny i urządzenia, okazało się, że korzystanie z nich jest naprawdę intuicyjne. Co więcej - możliwość oddzielnego sterowania parametrem Tone w przypadku przystawek typu single coil stwarza naprawdę szalenie duże możliwości brzmieniowe, szczególnie w sytuacji, gdy decydujemy się korzystać z obu pickupów na raz. Pod ręką mamy cieplutkie jazzowe brzmienia, do złudzenia przypominające sygnał mocnych humbuckerów, jednocześnie dysponując klasyczną Fenderowską szklanką, która świetnie sprawdza się na cleanach, ale i doskonale współpracuje z kanałem przesterowanym.

 

[img:9]

[img:10]

 

Jasny, wręcz nieco skompresowany sygnał, jaki domyślnie wychodzi z gitary doskonale współpracuje ze wszelkiego rodzaju drive’ami i to nawet przy skrajnie wielkiej ilości gainu. Sygnał nie zapycha się i choć czuć jego ciężkość i przerysowanie, uzyskiwane brzmienie wciąż jest plastyczne i świetnie działa w miksie. Osobiście to właśnie tutaj dopatruję się popularności, jaką Jazzmaster wraz ze swoimi braćmi - Jaguarem i Mustangiem, przysporzyli sobie w środowisku muzyki alternatywnej. Brzmienie jest podatne na artykulację, a jednocześnie mocno nacechowane specyfiką instrumentu. Dla mnie jest to niebywała zaleta w świecie, w którym coraz rzadziej spotykamy instrumenty z charakterem.

Na koniec należy wspomnieć również, iż odtwarzanie specyfikacji typu vintage miało swoją cenę. Single brumią i bardzo zbierają wszelkie sygnały z otoczenia (jak chociażby przydźwięki wynikające z pracy mostka lub... radio!). Jest to cecha konstrukcji, na którą godzimy się wybierając tego rodzaju instrument. Osobiście również do gustu nie przypadł mi gryf. Jest to jednak wyłącznie osobista preferencja, a nie kwestia wad lub niedociągnięć.

 

Próbka możliwości Fender American Original 60's Jazzmaster:

 

Podsumowanie

Fender Jazzmaster to bardzo udana próba odtworzenia legendy. Choć nie jestem ekspertem w tego typu konstrukcjach to muszę przyznać, że z pewnością mamy do czynienia z instrumentem charakternym. Gitarą, która z jednej strony świetnie sprawdzi się w każdej stylistyce, ale jednocześnie nie każdemu musi przypaść do gustu. Instrumentem, który przywodzi na myśl wspomnienia o prawdopodobnie najpiękniejszej erze muzyki gitarowej. Gitarze, którą albo pokochasz na zabój, albo przejdziesz koło niej obojętnie.

Tak czy inaczej - nad Jazzmasterem naprawdę warto się pochylić. Choćby dlatego, by na własnej skórze przekonać się, jakie wzbudzi emocje.

 

Do nagrań wykorzystano:

 
  • Kostkę Root Effects Vintage Drive, Shur Riot, Fulltone OCD
  • Wzmacniacz Fender Hot Rod Deluxe
  • Mikrofon Sennheiser e906
  • Interfejs RME Fireface 800
  • Efekty przestrzenne dodano w postprodukcji

 

reklama
Copyright © INFOMUSIC 2016