TEST: Supro Black Magick

Szukasz wzmacniacza ze świetnym cleanem, który wspaniale przesteruje się wraz ze wzrostem głośności? Dobrze trafiłeś! Autor: Szymon Chudy • 28 listopada 2017
Supro Black Magick7.000 zł

Rynek wzmacniaczy gitarowych to fantastycznie funkcjonujące zjawisko. Od czasów, gdy gitara elektryczna na dobre zadomowiła się w kanonie szeroko rozumianej muzyki rozrywkowej, minęło wiele lat. W tym czasie muzycy wypracowali sobie pewne „normy” brzmieniowe, czyniąc z niektórych wzmacniaczy konstrukcje niemal kultowe.

Wszyscy znamy markę, kojarzoną z klasycznym przesterem, rodem z nowej fali brytyjskiego rocka. Wszyscy kojarzymy wzmacniacze, popularne z racji na swoje czyste i klarowne brzmienie. Jednak nie wszystkim firmom udało się przetrwać próbę czasu. A było tak chociażby z marką Supro, którą gościmy dziś w Infogitarze. Marką, na której w latach świetności grał Jimi Hendrix, Link Wray, David Bowie i Dan Auerbach. Marką, na której wzmacniaczu Jimi Page nagrał wszystkie gitary na debiutancką płytę Led Zeppelin. Marką, która ironią losu zniknęła z rynku tego samego roku, windując ceny dotychczasowych produktów w kosmos.

 

[img:1]

[img:2]

 

Szczęśliwie w 2013 roku firma Absara Audio odkupiła od Bruce’a Zinky’ego prawa do marki, jednocześnie współpracując z nim nad odtworzeniem linii wzmacniaczy z 1964 roku. Ich premiera miała miejsce już w kolejnym roku na targach NAMM, a jednym z owoców współpracy jest wzmacniacz Black Magick, który dziś mamy przyjemność testować.

 

Wygląd

Już pierwszy rzut oka pozwala założyć, że mamy do czynienia z konstrukcją typu vintage. Piękne obicie Black Rhino przełamane białym paskiem z ekoskóry oraz złotym panelem zamontowanym u góry, przywodzą na myśl najlepsze czasy designu sprzętu gitarowego. Dodatkowo wszystko wykonano z perfekcyjną dbałością o detale. Na próżno szukać tu niedociągnięć, bowiem wzmacniacz wygląda niczym wyjęty z katalogowego obrazka.

 

[img:5]

[img:6]

 

Konstrukcja

Black Magick to rekreacja najpopularniejszego produktu Supro. Wzmacniacz wykonano całkowicie w technologii lampowej nawiązując do wymiarów, detali i konstrukcji z roku 1959. Jedynej znaczącej modyfikacji uległ dobór głośników. Pierwotnie stosowane 2x10, zastąpiono jednym, dwunastocalowym.

Preamp, który tu znajdziemy ma dwa równoległe kanały z niezależną korekcją poziomu głośności oraz wspólną korekcją brzmienia. Co ciekawe nie znajdziemy tu korektora, do którego przywykliśmy pośród współczesnych konstrukcji, a jedynie jedną gałkę, która potrafi wywrócić charakterystykę brzmienia do góry nogami. Osobiście jestem wielkim fanem tego typu rozwiązań. Testując wzmacniacz chcę go podłączyć i grać, a nie spędzać wielu godzin studiując instrukcję. Prościej jak tu się nie da, choć oczywiście rozwiązanie to ma pewne ograniczenia.

 

[img:11]

[img:4]

 

Warto wspomnieć również o ciekawym rozwiązaniu w kwestii doboru kanałów. Na górnym panelu znajdują się dwa wejścia: 1+2 i 2. W ten sposób, korzystając z pierwszego gniazda sygnał gitary przechodzi przez oba kanały, tym samym zdwajając poziom wzmocnienia. Gdy wepniemy instrument do wejścia drugiego, gain będzie „normalny”, a więc dwukrotnie niższy niż w poprzedniej sytuacji.

Podobnie zadzieje się, gdy wepniemy dwie gitary do obu wejść na raz. Jest to ciekawe rozwiązanie, charakterystyczne dla wzmacniaczy o wyłącznie czystym sygnale. Brak tu bowiem typowego kanału drive, a przesterowanie osiągamy metodą dawnych lat, czyli rozkręcaniem głośności. Połączenie dwóch kanałów ze sobą pozwala nam dużo mocniej nasycić dźwięk nawet na niższym poziomie głośności.

 

[img:7]

[img:12]

 

Końcówka mocy dysponuje 25W mocy i pracuje w klasie A, wykorzystując dwie lampy 6973 i podbija nieco środkowe częstotliwością, zgodnie z charakterystyką brzmienia swojej epoki. Jako wisienkę na torcie mamy tremolo. Wykonane w pełni w lampowej technologii, w połączeniu z plastyczną korekcją, daje możliwość ciekawej modulacji brzmienia, która świetnie działa w miksie zarówno przy ustawieniach subtelnych, jak i skrajnych.

 

Gramy

Przyznam szczerze, że był to jeden z tych testów, na który niecierpliwie czekałem. Po pierwsze dlatego, że czytałem kiedyś wspomnienia Jimmy Page’a, dotyczące właśnie tego wzmacniacza. Po drugie, gdyż sam od lat korzystam ze wzmacniaczy oferujących wyłącznie brzmienie czyste. Po trzecie, ponieważ uwielbiam proste konstrukcje (jedna gałka tone) i brzmienie lampowego tremolo - nie do podrobienia w kostce. Krótko mówiąc - zanim otworzyłem karton już miałem pewne oczekiwania, ryzykując, że być może nie zostaną one spełnione. Jednak nie zawiodłem się.

 

[img:8]

[img:13]



Black Magick brzmi tak, jak moglibyśmy się tego spodziewać. Z jednej strony jest to brzmienie „małe”, charakterystyczne dla 25W combo z jednym, dwunastocalowym głośnikiem. Z drugiej mimo wszystko jest ono bardzo szerokie, pozbawione częstotliwości, które sprawiałyby trudności przy grze zespołowej.

Zlinkowanie kanałów umożliwia granie pełnym brzmieniem nawet przy głośności pokojowej, jednocześnie dając możliwość mocniejszego przesterowania sygnału, gdy gramy większym wolumenem. Z kolei drugi kanał to taka zakładka bezpieczeństwa, która może opóźnić moment przełamania brzmienia, np. przy wykorzystaniu gitary o mocniejszych przystawkach.

 

[img:9]

[img:10]

 

Miałem obawy, co do pojedynczej gałki tone. Choć, jak już wspominałem, uwielbiam tego rodzaju rozwiązania, bywa iż są one mało funkcjonalne, ograniczając dostęp do regulowania poszczególnych frekwencji oddzielnie. Ta w Supro sprawuje się jednak po prostu genialnie. Za pomocą jednego ruchu ręką z powodzeniem zmieniam ciemne, ciepłe, jazzowe brzmienie w jaskrawe, agresywne, blues-rockowe. Co więcej oba nie są pozbawione charakterystycznego podbicia środka, które nie tylko nadaje vintage’owego charakteru, ale i sprawie, że gitara lepiej przebija się w miksie.

Tremolo to fantastyczny dodatek, który przy ustawieniach subtelnych dodaje brzmieniu przestrzeni i głębi, a przy skrajnych odzywa się zdecydowanie i mocno. Takiego brzmienia nie sposób uzyskać za pomocą wtyczek lub nawet optycznej kostki. Dodatkowo na szczególną uwagę zasługuje fakt oddawania artykulacji i dynamiki. Choć Black Magick brzmi charakterystycznie i stosunkowo wąsko, wrażenia z gry są wręcz trójwymiarowe. Oddawany jest każdy najmniejszy niuans, co choć podnosi wymagania wykonawcze, przynosi również zadowalające rezultaty.

 

Próbka możliwości Supro Black Magick:

 

Podsumowanie

Supro to firma, która odważnie - zarówno technologicznie, jak i marketingowo - sięga po swój dorobek z lat świetności. Black Magick to konstrukcja, która jest tego świetnym przykładem. Wykonana w nawiązaniu do firmowego klasyka, unowocześnionego o rozwiązania wypracowane niekiedy przez samych użytkowników, jest świetnym przykładem na to,  że przy odrobinie starań można wskrzesić kultową markę bez kompromisów jakościowych i wizualnych.

Wzmacniacz, który testowałem brzmi w moim przekonaniu rewelacyjnie. Jedyną wadą może stanowić brak zamontowania sprężynowego reverbu, który wspaniale współgrałby z lampowym tremolo. Nie wpływa to jednak na świetną jakość brzmienia, tym bardziej że pogłos możemy dodać w kostce lub postprodukcji. Warto również nadmienić, że Black Magick raczej nie spełni wymogów muzyków parających się najcięższymi odmianami muzyki. Natomiast z pewnością zadowoli miłośników stylistyk retro i osób miłujących się w czystym i lekko przesterowanym kanale.

Zatem jeśli poszukujesz wzmacniacza, który ma świetny clean i wspaniale przesteruje się wraz ze wzrostem poziomu głośności to lepiej nie mogłeś trafić.

 

Do nagrań wykorzystano:

 
  • Interfejs RME Fireface 800
  • Preamp Retro Powerstrip
  • Mikrofon Sontronics Halo
  • Gitara Ufnal Yellow Sixties (do 6:25)
  • Gitara Hofner Thin President E2 Custom (od 6:26)
  • Fulltone OCD
  • Delikatny pogłos dodano w postprodukcji

 

Pytania i komentarze odnośnie sprzętu

reklama
Copyright © INFOMUSIC 2016