TEST: Joyo BanTamP Jackman

Miniaturowa eksplozja mocy Autor: Krzysztof Błaś • 6 kwietnia 2018
Joyo BanTamP Jackman650 zł

W świecie gitarowego sprzętu od dłuższego już czasu króluje miniaturyzacja. Nowoczesne technologie pozwalają otrzymać brzmienie i parametry, które jeszcze kilkanaście lat temu byłyby jedynie marzeniem. Ludzie stają się coraz wygodniejsi - chcemy mieć wszystko pod ręką, mobilnie, szybko, łatwo i funkcjonalnie.

Oczywiście ściana kolumn na scenie wciąż jest częścią gwiazdorskiego image’u muzyków, jednak w studiu, na próbach, czy nawet w domowym zaciszu dużo się zmieniło... Wszędzie tam, gdzie design schodzi na drugi plan, muzycy chcą mieć więcej za mniej, w formie, która umożliwi jak największą funkcjonalność. Nic więc dziwnego, że czołowi producenci dostrzegli potencjał i zaczęli kusić sprzętem, który z wyglądu często można pomylić z zabawkami.

 

[img:2]

[img:3]

 

Okazuje się jednak, że to tylko pozory, za którymi często stoją świetne urządzenia, zadziwiające brzmieniem. Joyo to jedna ze wschodzących marek z Azji. Coraz śmielej wkracza na rynek gitarowego sprzętu, zjednując go sobie już nie tylko świetnym stosunkiem jakości do ceny, ale przede wszystkim świeżymi, oryginalnymi pomysłami. Seria Bantamp to miniaturowe wzmacniacze, różniące się charakterystyką brzmieniową wzorowaną na klasycznych, pełnowymiarowych piecach. Nowoczesna technologia, spotyka się w nich z tradycyjnymi rozwiązaniami, a efekt finalny powinien zadowolić nie tylko kolekcjonerów gadżetów.

 

Budowa

Do testu otrzymałem model JaCkMan, przy czym wyszczególnione litery sugerują, że urządzenie będzie nawiązywać charakterystyką brzmienia do klasycznej konstrukcji JCM. Oczywiście nie mamy rozbudowanego panelu, tak jak w oryginale. Nie ma też mowy o licencjonowaniu tego modelu przez brytyjskiego producenta. To po prostu określenie podobieństwa właściwości brzmieniowych. Mamy więc mini główkę z typowo brytyjskim, klasycznym, rockowym brzmieniem.

 

[img:4]

[img:5]

 

Jackman jest niewiarygodnie mały (163 x 110 x 140 mm) i lekki - 1.2 kg. Takie gabaryty udało się uzyskać między innymi stosując zewnętrzny zasilacz, który wygląda jak ładowarka do laptopa i podaje napięcie 18V. Wzmacniacz jednak wygląda bardzo solidnie i skonstruowany jest w przemyślany sposób. Obudowę wykonano z blachy, a całość wygląda pancernie i mimo małych gabarytów dość zadziornie. Konstrukcja wzmacniacza oparta jest o lampę 12AX7 umieszczoną w sekcji preampu, oraz końcówkę mocy wykonaną w klasie D. To dość często ostatnio spotykane połączenie, z jednej strony oferujące naturalne brzmienie, a z drugiej sporą moc i mobilność. Producent zapewnia, że Bantamp Jackman dostarcza 20W mocy przy minimum 8 omach. Nieźle, zwłaszcza, że to RMS, czyli subiektywne odczucie głośności może być jeszcze większe.

Wzmacniacz posiada dwa kanały, clean i overdrive, przełączane małym switchem. Niestety nie ma możliwości przełączania ich nożnym sterownikiem. Obydwa kanały posiadają wspólne regulatory dźwięku. Gain reguluje poziom sygnału wejściowego, volume odpowiada za głośność wyjściową, a tone to prosta korekcja barwy. Nie mamy tutaj odrębnej regulacji tonów niskich i wysokich - tone działa trochę jak odpowiednik znany z efektów, czyli rozjaśnia brzmienie lub przyciemnia górę pasma. Wzmacniacz wyposażono w kilka przydatnych funkcji. Na panelu tylnym znajdziemy gniazdo wyjścia na słuchawki, które wyposażone jest w symulację kolumny głośnikowej. Tutaj też znajdują się gniazda szeregowej pętli efektów.

 

[img:6]

[img:7]

 

Ciekawostką jest wystająca antenka. Joyo postanowił wyposażyć urządzenie w technologię Bluetooth, dzięki której możemy przesyłać do wzmacniacza podkład z telefonu lub dźwięk metronomu. Sprytne i przydatne podczas domowego ćwiczenia. Bluetooth uruchamia się małym switchem znajdującym się na przedniej płycie wzmacniacza, a o jego pracy informuje dioda, która z czerwonej, zmienia się na niebieską. Dobrze, że można manualnie wyłączyć odbiornik Bluetooth - zabezpiecza nas to przed niespodziewaną, płynącą z kolumny głośnikowej muzyką, którą jakiś dowcipniś zechce nam przesłać podczas koncertu...

 

W praktyce

Pierwsza rzecz, na którą od razu można zwrócić uwagę, to wysoka kultura pracy wzmacniacza. Żadnych brumów, zakłóceń - nawet na kanale przesterowanym przy maksymalnie odkręconym gainie ledwo słyszalny szum. Świadczy to o doskonałym projekcie i świetnym wykonaniu konstrukcji. Oczywiście sprawę ułatwia wyrzucenie przez producenta zasilacza poza obudowę, jednak i w takiej konstrukcji można popełnić szereg błędów, zwłaszcza zaprzęgając do pracy lampę.

 

[img:9]

[img:8]

 

Joyo jednak przyłożył się do tematu skutkiem czego mamy 20-watową główkę z kulturą pracy rodem z Hi-fi. Urządzenie dysponuje dwoma kanałami ze wspólną korekcją. Nie jest to może rozwiązanie idealne, chociaż jeśli nie mamy jakichś dziwnych preferencji brzmieniowych, powinno udać się ustawić dwie grywalne barwy. Nieco większym problemem może być fakt użycia wspólnego potencjometru gain do ustawiania czułości wejściowej kanału clean i overdrive. Powoduje to słyszalne dysproporcje w głośności obydwu kanałów. Z drugiej jednak strony i tak nie mamy możliwości przełączania ich zdalnie, więc jeśli już robimy to ręcznie na panelu czołowym wzmacniacza to możemy także przy okazji podregulować głośność...

Jak gra Jackman? Powiem szczerze, że sound płynący z tego małego pudełeczka zupełnie mnie zaskoczył. Fakt, podpiąłem do niego dwie kolumny 2x12 , łącznie 4 głośniki Celestion Greenback Heritage. Po pierwsze jednak, bez problemu je napędził, a po drugie ryknął dźwiękiem, który zatrząsł nogawkami... A przecież ustawiłem volume na połowę skali... Ten miniaturowy wzmacniacz jest potwornie głośny, 20W RMS to nie mrzonki - i co ważne, uzyskamy na nim czysty clean bez niechcianego drive’u w pełnej skali głośności. Zaskoczyła mnie jakość kanału czystego. Wiem z doświadczenia, że to najsłabsze ogniwo większości konstrukcji cyfrowych, ale także analogowych, opartych o stopień mocy wykonany w klasie D. Zazwyczaj brzmią płasko ze sporą dynamiką, ale mało plastycznym, surowym brzmieniem.

 

Próbka możliwości Joyo BanTamP Jackman:

 

Okazuje się jednak, że zastosowanie przez Joyo na przedwzmacniaczu lampy to nie tylko zabieg marketingowy, a sama lampka, mimo że zasilana niskim napięciem, nie jest jedynie świecącą ozdobą. Clean uzyskany na Jackmanie jest ciężki, tłusty, ze świetnym dołem i bardzo dobrym środkiem. Zdecydowanie jest to brzmienie o charakterze lampowych konstrukcji.

Bardzo podoba mi się praca potencjometru gain, którego stopniowe odkręcanie wyzwala w pierwszej chwili lekką kompresję, a następnie przesterowanie sygnału. Nawet przy jednocewkowych singlach możemy na kanale clean ustawić całkiem niezły drive, przy czym jest on dynamiczny, lekko skompresowany i naprawdę brzmi jak rasowy crunch uzyskany na dobrym, lampowym piecu. Osobiście, nawet bardziej podobały mi się barwy przesterowane uzyskane na kanale clean niż overdrive - bardziej przejrzyste, doskonale reagujące na rodzaj używanych przetworników w gitarze. Czysty kanał jest też świetną bazą pod zastosowanie efektów zewnętrznych, zwłaszcza że producent pomyślał o szeregowej pętli efektów.

 

[img:10]

[img:11]

 

Na początku miałem obawy co do skromnej regulacji barwy, spodziewając się płaskiego brzmienia cleanu, który wówczas wymagałby sporej ingerencji w barwę żeby się jakoś obronił. Okazuje się jednak, że ustawiając potencjometr tone w okolicy połowy skali otrzymujemy doskonałe brzmienie, które już nie wymaga obróbki. Przyciemnianie go nie ma sensu (podobny efekt uzyskamy skręcając potencjometr tone w gitarze), za to możemy sporo rozjaśnić jeśli lubimy iskrzące, singlowe soundy. Dołu jest za to tyle ile potrzeba, a środek gra po prostu pięknie.

Czas na kanał przesterowany. Producent deklaruje, że wzorowany jest on na klasycznej, brytyjskiej konstrukcji i już po kilku dźwiękach ciężko się z tym nie zgodzić. To zdecydowanie wzmacniacz dla wielbicieli Marshalli. Dynamiczny przester z drobnym ziarnem i specyficzną dozą piachu. Takie piaszczyste brzmienie z dużą ilością alikwotów możemy oczywiście nieco przyciemnić, ale zawsze będzie miało swój charakter zdecydowanie brytyjskich konstrukcji. Podobnie jak w przypadku cleanu, także kanał przesterowany posiada specyficzną kompresję, dzięki czemu zachowuje się tak, jak w większości lampowych konstrukcji. To nie jest zdecydowanie tanie, tranzystorowe bzyczenie. Regulując siłę przesterowania potencjometrem gain przechodzimy stopniowo od ledwo chrypiących crunchy, przez hard rockowy, sprężysty drive, żeby skończyć na masywnym, gęstym przesterze. Za każdym razem jednak mamy do czynienia z zawodowym brzmieniem, zupełnie nieprzystającym do wyglądu tego mikrusa...

 

[img:12]

[img:13]

 

Podoba mi się reakcja wzmacniacza na skręcanie potencjometru głośności w gitarze. Urządzenie bardzo poprawnie reaguje, dzięki czemu możemy płynnie przejść z mocnego przesterowania do crunchu, nie tracąc ataku i góry w brzmieniu. Urządzenie także doskonale radzi sobie z niskimi strojami, nie dławi się, oferując doskonałą, niszczycielską moc. Generalnie barwy przesterowane oscylują w granicach klasycznych barw rockowych i metalowych. Nie są to brzmienia jakie znamy ze współczesnych metalowych płyt, lecz absolutna klasyka sięgająca koncepcją do lat w których na scenach rządziły legendarne kapele.

Kilka słów o obsłudze Bluetooth. Uważam, że to genialny pomysł, zwłaszcza że obsługa jest wyjątkowo intuicyjna. Wystarczy odnaleźć urządzenie na liście wyświetlanej w telefonie lub tablecie, kliknąć „połącz” i gotowe. Odpalamy metronom lub odtwarzacz muzyczny i cieszymy się brzmieniem płynącym przez wzmacniacz do kolumny. Regulacja gain i tone wciąż działa dla wejścia gitarowego i nie ma wpływu na sygnał z Bluetootha. Jedynie potencjometr Volume ścisza głośność obydwu sygnałów na raz. Możemy jednak ustawić pożądaną ich proporcję zwyczajnie regulując głośność w telefonie co będzie miało wpływ na poziom sygnału trafiającego do odbiornika Bluetooth we wzmacniaczu. W ten sposób możemy ćwiczyć na pełnej mocy z ulubionym podkładem czując się niemal jak na koncercie, albo po prostu odpalić metronom, który mimo sporej głośności gry wciąż będzie doskonale słyszalny.

 

Podsumowanie

Podsumowanie będzie krótkie, bo wnioski z testu są dla mnie nad wyraz oczywiste. Gdybym kilkanaście lat temu dostał do rąk taki wzmacniacz, to prawdopodobnie stałby się on moim głównym piecem uzupełnionym o pełnowymiarową kolumnę. Mały, lekki, ze świetnym cleanem. Głośne 20W w połączeniu z czterema 12-calowymi głośnikami zmiotłoby ze sceny nie jednego niedowiarka - jestem tego pewien. Teraz jednak, rynek oferuje tyle nowoczesnych konstrukcji, że do łask znowu wracają duże i ciężkie wzmacniacze. Powoli, ale nieubłaganie historia zatacza kolejne koło.

Joyo Bantamp Jackman nie powstał jednak, żeby konkurować ze wzmacniaczami scenicznymi. To świetny, mobilny substytut dużego wzmacniacza, który jest nie do pobicia jeśli użyjemy go w domowym zaciszu lub sali prób. Wcale jednak nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś zawlókł go na scenę. W końcu i tak często nie wiemy, co tak naprawdę gra schowane za słynnymi ścianami kolumn gwiazd...

 

Zobacz także: Test heada gitarowego Joyo BanTamP Zombie

[img:1]

 

Pytania i komentarze odnośnie sprzętu

reklama
Copyright © INFOMUSIC 2016