TEST: Walrus Audio Julia

Ciekawe i świeże spojrzenie na efekty typu vibe Autor: Szymon Chudy • 5 czerwca 2017
Walrus Audio Julia850 zł
5 czerwca 2017 12:00
Szymon Chudy Gitarzysta, kompozytor, producent muzyczny Dostarczył FACE Hoek 76 - unit 301 2850 Boom, Belgia

Wydawałoby się, że w świecie efektów gitarowych już nic nie może nas zaskoczyć. Rynek zalewają kolejne reinkarnacje klasycznych stompboxów, opakowanych jedynie w nową markę, czasem technologię. Naprawdę ciężko znaleźć firmę, która łamałaby powszechnie przyjęte wzorce i standardy, wprowadzając na rynek produkty innowacyjne, mimo wszystko nawiązujące jednak do klasyki.

Tymczasem zgłosiła się do nas firma Walrus, przesyłając do testu Julię, czyli swoje spojrzenie na efekt chorus/vibe. Czy firma wyłamie się z branżowego stereotypu? Czy Julia to kolejny powielony efekt, czy nietypowa konstrukcja? Sprawdźmy!

 

[img:1]

 

Rozpakowujemy

Julię zapakowano w niewielkie, kartonowe pudełeczko opatrzone logo producenta z wyraźnym dopiskiem „made in the USA”. W środku, oprócz samego efektu, znajdziemy również podkładki antypoślizgowe dla osób, które nie będą wmontowywały kostki w pedalboard. Jest tam także mały i sympatyczny gadżet - piórko z logiem producenta.

Sam efekt robi niesamowite wrażenie, zapewne głównie z racji na psychodeliczny, czasem wręcz przerażający artwork, nadrukowany na frontowej stronie efektu. Choć ciężko zinterpretować czym kierował się jego autor, trzeba przyznać, że już od pierwszego rzutu okiem kostka sprawia wrażenie nietypowej, wręcz innej niż wszystkie.

 

Producent o efekcie i jego nazwie:

 

W 1999 roku spektografy z promienia tysięcy mil zarejestrowały niewyjaśnialny odgłos na ciemnych wodach południowego Pacyfiku. Gdy większość naukowców przypisywała ogromny, podwodny wybuch pękającym górom lodowym, sceptycy zaczynali rozumieć prawdziwe źródło płaczu - była to Julia, półbogini wody. Płacząc z głębin, w chórze melancholijnych hymnów pozostała nieschwytana. Walrus uchwycił ułamek jej mocy, zamykając go w Julii - analogowym chorusie/vibrato.

 Walrus Audio

 

[img:2]

 

Warto nadmienić, że ozdabianie efektów podłogowych różnego rodzaju grafikami i malunkami nie jest rozwiązaniem unikalnym. Mimo to efekty Walrusa naprawdę zasługują na wyróżnienie w tej dziedzinie. Ich grafiki, choć nie są wykonywane ręcznie jak ma to miejsce np. w firmie ZVEX, zaciekawiają i zdają się oddawać ducha brzmienia, założonego przez ich twórcę.

 

Budowa

Na frontowym panelu efektu znajdziemy cztery gałki oraz dwa przełączniki. Potencjometrem Rate ustalamy tempo z jakim przemieszcza się LFO. Od braku ruchu po ustawienia wręcz abstrakcyjne (odsyłamy do demo). Gałka Depth pozwala zmienić amplitudę LFO. Od płytkich wychyleń po naprawdę szerokie i odczuwalne. Potencjometr Lag to nietypowe rozwiązanie w efektach typu chorus/vibrato. Pozwala ustalić główny delay, modulowany później przez LFO. Możliwość sterowania tym parametrem pozwala na kreowanie dość nietypowych brzmień.

 

[img:3]

 

Gałka D-C-V to kolejne ciekawe rozwiązanie. Stwarza ona możliwość dowolnego miksowania nie tylko sygnału czystego (D = Dry) z efektem, ale również ustawienia płynnego przejścia pomiędzy zmiksowanym sygnałem chorusa (C) oraz vibrato (V). Ustawiając parametr D-C-V Blend na pozycji południowej uzyskamy równoległe zmiksowanie takich samych ilości sygnału czystego oraz efektu. Na pozycji maksymalnej słyszymy wyłącznie sam efekt. W klasycznym efekcie tego typu muzyk może wybrać pomiędzy jednym i drugim trybem. Nie spotkałem się jednak dotąd z urządzeniem, które umożliwiałoby ich płynne łączenie.

Do omówienia pozostał jeszcze przełącznik Wave. Z jego pomocą możemy ustalić rodzaj fali dla LFO. Możemy wybrać pomiędzy sine (fala prosta - sinusoidalna), a triangle (fala trójkątna). Pierwsza dobrze sprawdza się z vibrato, druga z chorusem. Oczywiście są to jedynie zalecenia producenta, które ostatecznie podlegają weryfikacji użytkownika.

 

[img:4]

 

Na pokładzie znajdziemy również przełącznik służący do uruchamiania efektu, co jest sygnalizowane diodą po lewej. Druga „lampka” służy wizualizowaniu tempa z jakim porusza się LFO, stwarzając możliwość wizualnego oszacowania szybkości działania efektu. Gniazda sygnałowe znajdują się klasycznie - po obu stronach efektu. Od górnej strony możemy natomiast podpiąć zasilanie 9V. Warto nadmienić, że urządzenia nie można zasilać za pomocą baterii.

Po rozkręceniu efektu zobaczymy płytkę, świadczącą o raczej dużej skali produkcji. Wbrew modzie na powrót do technologii point to point, gdzie każdy element jest łączony ze sobą z pomocą odpowiedniego kabelka, nie jest to wg. mnie wada. Tego rodzaju konstrukcja nie tylko jest tańsza, ale i trwalsza.

 

[img:5]

 

Wrażenia i brzmienie

Podłączając efekt starałem się nie mieć żadnych oczekiwań. Sam w swoim głównym pedalboardzie mam vibe’a, stąd chciałem uniknąć niepotrzebnego porównywania obu urządzeń. Jak się okazało moje obawy były zupełnie bezpodstawne.

Julia zdecydowanie nie jest typowym vibem. W mojej opinii dzieje się tak za sprawą trzech rzeczy. Po pierwsze mamy możliwość dowolnego blendowania sygnału, umożliwiającego płynne przechodzenie pomiędzy sygnałem czystym, chorusem i vibem. Muszę powiedzieć, że jest to naprawdę kreatywne i ciekawe podejście do potencjometru, który w innej firmie nazwano by Intensity, Mix lub Effect Level. Za sprawą inżynierów z Walrusa możemy nie tylko ustalić poziom danego efektu w miksie, ale również dowolnie i płynnie przechodzić pomiędzy oboma wariantami. Nie jest to rozwiązanie przełomowe, ale na pewno wyróżnia kostkę na tle konkurencji.
Po drugie mamy możliwość wybrania typu fali dla LFO. Ta pozornie niewielka różnica pozwala ze świeżością podejść do kreacji nowych brzmień.

 

Próbka możliwości Walrus Audio Julia:

 

Po trzecie w Julii nie znajdziemy gałki Level. Jako wielki fan efektów modulujących wiem, że jedną z najtrudniejszych rzeczy w korzystaniu z nich jest ustawienie odpowiedniego wzmocnienia sygnału wyjściowego. Kostki tego rodzaju są bardzo „kapryśne” i czasem naprawdę ciężko znaleźć ustawienie, które zadziała bez względu na kanał wzmacniacza i inne kostki w łańcuchu. W Julii poziom wyjściowy jest narzucony przez producenta i co najważniejsze... działa fantastycznie, niezależnie od rodzaju wykorzystywanego brzmienia.

Analogowa konstrukcja Julii przynosi oczekiwane rezultaty. Brzmienia są ciepłe i wspaniale się miksując, niezależnie od intensywności zastosowanych ustawień. Bez problemu możemy ustawić szeroko brzmiący, pop-rockowy chorus, który za sprawą kilku drobnych modyfikacji może stać się narzędziem do grania jazzu w stylu Scofielda. Skrajne ustawienia pozwalają zarówno na stworzenie brzmień użytecznych (np. symulacja leslie), jak i bardzo specyficznych o wąskich możliwościach zastosowania. Co najważniejsze, zaryzykuję stwierdzenie, że nie da się ustawić tej kostki tak, by brzmiała źle. Oczywiście wszystko jest kwestią gustu, jednak uzyskiwane rezultaty brzmieniowe zawsze mają idealny poziom wyjściowy i bardzo dobrze wkomponowują się w strukturę utworu.

 

[img:6]

 

Podsumowanie

Julia to ciekawe i świeże spojrzenie na efekty typu vibe. Analogowa konstrukcja w połączeniu z praktycznym, choć nietypowym, doborem sterowanych parametrów, czyni ją wartą uwagi dla każdego gitarzysty, który chce dodać swemu brzmieniu nieco charakteru. Kostka jest znakomicie zbudowana, ciekawie wykończona i przede wszystkim kreuje ciekawe i charakterystyczne brzmienia. Zdecydowanie polecam.

 

Do nagrań wykorzystano:

 
  • Wzmacniacz Fender Twin, okazjonalnie wzmacniany Ibanezem TS-9
  • Kable Hesu
  • Mikrofony Shure SM-57 i Telefunken CU-29
  • Preamp Retro Powerstrip oraz RME
  • Interfejs RME Fireface 800
  • Efekty przestrzenne dodano w postprodukcji

 

reklama
Copyright © INFOMUSIC 2016